Duch podaje mi bilecik
Czapka mało mi nie zleci
Sam wypuszczam mamy rękę
Z dumy chyba zaraz pęknę
Wchodzę w zamek ze strachami
Czemu nie słuchałem mamy?
Ktoś przygląda mi się skrycie
Ja się boję – nie widzicie?
Coraz ciemniej coraz straszniej
Pewnie wcale dziś nie zasnę
Jakieś bardzo zimne dłonie
Przytrzymały moje skronie
Idę dalej nie chcę patrzeć
Zaraz się poskarżą tacie
Po co te zielone szpony
Wyciągają do mnie gnomy?
Kto to szepce mi do ucha
„A czy się nie boisz ducha?”
Chcę do mamy taty babci
I do moich z pieskiem kapci
Wreszcie koniec tej udręki
Duchy jadły mi już z ręki
Mamo jestem bohaterem
Mogę jeździć sam rowerem!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz